Przedgórze

Witaj „czytelniku”, bo chyba tak mogę Cię nazwać. Ta strona poświęcona jest jednej z moich przygód, bo wszystko to co w ciągu ostatnich lat udało mi się przelać na papier tak właśnie nazywam. Oddaje w Twoje ręce kilkanaście stron, bo to dopiero początek, który przybliży mnie do do publikacji całości. Chce poznać Twoją opinię, czy to krótkie opowiadanie wywołało u Ciebie chęć poznania dalszej części – wciągnęło do Przedgórza i nie chce wypuścić.

Całość fragmentu możesz pobrać w formacie PDF lub przeczytać tutaj. Nawet, gdyby treść Ci się nie spodobała zajrzyj proszę do formularza z kilkoma pytaniami – pomoże mi to w dalszej pracy.

FORMULARZ: Kilka pytań do czytelnika

PRZEDGÓRZE ODWIEDZIŁY JUŻ: 562 osób.

Rozdział I – Przedgórze

Na wielkich wodach rozlewających się ze wschodu na zachód leży ląd, nazywany przez jego mieszkańców Przedgórzem. Przyjęło się w przekazach, że nazwa ta pochodzi od rozległych, trawiastych przestrzeni, rozcinanych wysokimi pasmami górskimi. Znaczną jego część stanowi Leśna Kraina, której nazwa w pełni odzwierciedla wygląd, bo niemal połowę jej powierzchni porastają gęste lasy, głównie iglaste. Zachodnią część Leśnej Krainy rozcinają ponadto wysokie pasma górskie – Góry Sowie, gdzie wieczorem między szczytami słychać jakby pohukiwania dziesiątek sów, wywołane silnym wiatrem obijającym się o skały. Na wschód od nich piętrzą się Góry Mgieł, które od czasu do czasu okrywa biały mglisty koc. Lasy stanowią dobrą kryjówkę dla dziesiątek gatunków dzikich zwierząt, które można spotkać zwłaszcza o poranku, gdy opuszczają cień drzew, by w spokoju wypasać się na bogatych w roślinność polanach.

Zdecydowaną większość mieszkańców Leśnej Krainy stanowią ludzie, różniący się od siebie przyzwyczajeniami, wierzeniami, umiejętnościami, czy nawet wyglądem. Wpływ na to miały warunki panujące na obszarze w jakim się osiedlili. Mieszkańcy położonego na północnym zachodzie Kern dla przykładu, są górnikami wydobywającymi rudy żelaza, węgiel i sól, swoje miasto wznieśli u podnórza góry, a życie w cieniu wysokich szczytów i przebywanie w kopalniach sprawiło, że ich skóra jest niemal śnieżno biała. Specjalizują się w produkcji narzędzi, zbroi i broni, handlują również wydobywanymi przez siebie surowcami śląc je w najdalsze zakątki Leśnej Krainy.

Na wschodzie Przedgórza władzę podzielili między siebie ludzie i krasnoludy, którzy przez stulecia bezskutecznie prowadzili spory o terytorium. Miejsce to nazwano Skalną Krainą, gdyż niemal każdą przestrzeń wypełnia tutaj szarość ostrych, wilgotnych i zimnych skał. Tereny te od północnego wschodu przez większą część roku atakują silne wiatry wiejące znad morza, co utrudnia wzrost wszelkiej roślinności, nie licząc wytrzymałych iglastych krzewów, mchów czy gęstych traw. Te ostatnie stanowią jedyne źródło schronienia i pożywienia dla nielicznej zwierzyny, a wiejące wiatry wprawiają je w ruch podobny do morskich fal. Wśród gór ukrywają się stwory, znane jedynie z opowiadań. Jeżeli ktoś zapuści się wysoko ponad granicę chmur, wśród chłodu i cienia dostrzeże przemykające między skałami Tery, wyglądem przypominają mocno wychudzonych ludzi, ze zbyt długimi rękoma i nogami. Swoje osady ukrywają na niedostępnych dla ludzi czy krasnoludów górskich polanach i w jaskiniach, kryjąc się tym sposobem przed wścibskimi oczyma. Na nizinach w okolicach fiordów, wędrowcy mogą spotykać natomiast duże grupy Ond, są to podobne wyglądem do niedźwiedzi stworzenia, rozumiejące ludzką mowę, lecz same nią nie władające.

Obie krainy początkowo oddzielało jedynie skaliste pasmo górskie, poprzecinane licznymi drogami i wąskimi ścieżkami zwane Górami Granicznymi. Okoliczni mieszkańcy swobodnie wędrowali ze wschodu na zachód i z powrotem, przemierzając góry wyznaczonymi szlakami lub szerokimi przejściami na północy i południu. Pewnej zimy, gdy całe Przedgórze okrywała gruba warstwa śniegu, ziemia zadrżała, a sklepienie ogromnej podziemnej jaskini zawaliło się, pozostawiając jedynie wąskie przejście między krainami. Przez dziesiątki wieków północne prądy drążyły bowiem skały, a ściany z czasem poddały się ciężarowi, jaki na nich spoczywał.

W okolicach Przedgórza znajduje się także kilka wysp, o których wiadomo niewiele, bo prądy przybrzeżne od zawsze zniechęcały do wypływania na wielkie wody. Nikt nie napotkał również żadnego wędrowca twierdzącego, że przybył z tych skrawków ziemi, toteż wyspy uznaje się za niezamieszkałe.

Z biegiem lat osady na wschodzie jak i na zachodzie rozrastały się, a ich mieszkańcy łączyli w większe skupiska. Tymczasem upływ czasu i odosobnienie mieszkańców obu krain, doprowadziły do konfliktów. Często zmyślone opowieści o niesprawiedliwym życiu lub śmierci jednego z krasnoludów czy ludzi na zachodzie rozchodziła się po wschodzie, wzbudzając wśród mieszkańców złość. Warto też dodać, że przodkowie ludzi ze Skalnej Krainy byli często przestępcami wygnanymi tam z zachodu za kradzieże, morderstwa czy złamanie innego zakazu. Ludność zachodu wiodła natomiast względnie spokojne życie, a dostępność żywności, żyznej gleby do zasiedlenia i piękno okolicy dodatkowo tłumiło jakiekolwiek wrogie nastroje. Na wschodzie, silny wiatr rozwiewał spokój, który zastępowała chciwość i żądza odebrania czegokolwiek mieszkańcom Leśnej Krainy. Oliwy do rozpalającego się ognia dolewały opowiadania krasnoludów i ludzi, którzy odwiedzali pachnące zielenią i przesycone dziką zwierzyną części Przedgórza. W roku 1425 niejaki Edyr wraz ze swoją krasnoludzką osadą, przenieśli się na zachodnią stronę Gór Granicznych i osiedlili w zboczu, nieopodal rzeki Rund. Początkowo nie zostało to nawet zauważone przez mieszkańców oddalonego o trzy dni drogi miasta Atanis, które w okolicy tej posiadało port.

Z biegiem lat coraz większe rzesze krasnoludów przybywały do nowej osady, co niosło ze sobą większe zapotrzebowanie na drewno i żywność. Nowi osadnicy mieli łupieżcze nastawienie do dóbr Leśnej Krainy, a ich działania z czasem wpłynęły na zmianę okolicy. Lasy były wycinane w skali jakiej nikt dotąd nie widział, a zwierzyna uciekała na zachód. Nie dało się dłużej ignorować poczynań krasnoludów i mieszkańcy Atanis sprzeciwili się im, wysyłając do bram ich osady posłańca z listem do Edyra – żądali powrotu krasnoludów do Skalnej Krainy. Po kilku kolejnych miesiącach, które nie przyniosły zmiany, Adars władca miasta na rzece, zwrócił się o pomoc do króla Przedgórza z Tert, który przysłał do krasnoludów około 50 jeźdźców. Zaginęli oni bez wieści, a po wielu dniach powróciło jedynie kilka samotnych koni. Dalsze żądania przywrócenia spokoju na te tereny pod groźbą wygnania z Leśnej Krainy zostały przemilczane. Król wysłał więc Hringra jednego z dowódców garnizonu miasta Tert, który wraz z tysiącem zbrojnych i konnicy wyruszył do osady Edyra w celu wymuszenia przestrzegania praw panujących w Leśnej Krainie. Zostało to zapamiętane w szczególności przez mieszkańców Atanis. Armia przeszła bowiem przez miasto późną nocą, przy zapalonych pochodniach. Równy stukot kopyt na kamiennej drodze i drewnianym moście nad rzeką Rund, rozlewał się po okolicy budząc wszystkich.

Był to początek pierwszej wojny jaka nawiedziła Przedgórze. Krasnoludy pod wodzą Edyra byli bowiem tylko częścią większego planu jaki przygotował Ulth – przepędzony z Tert złodziejaszek. Dokładne przyczyny jego upadku są dobrym materiałem na osobne opowiadanie, lecz najważniejsze jest to, że w ciągu kilkunastu lat od jego wygnania udało mu się zjednoczyć krasnoludy i kamiennych ludzi. Nazwa tych drugich wzięła się od noszonych przez nich szarych płaszczy, u dołu przechodzących w czerń przez bród jaki zbierały latami. Jego słowa o wrogości do króla Tert padły niczym suche drwa na rozżarzone już węgle i wznieciły wielki pożar, który miał spustoszyć część Przedgórza. Wspólnym celem było zniszczenie królewskiego miasta i zabicie króla – pozwoliło by to na powrót Ultha i spokojne osiedlenie się w Leśnej Krainie mieszkańców wschodu.

Kilka miesięcy przed tymi wydarzeniami podczas wyprawy na północ, zmarł król Regen, a tron objął jego kilkunastoletni syn Durward. Mimo młodego wieku był już zaprawiony w walce mieczem, brakowało mu jednak doświadczenia. Zarówno młody król jak i Hringr nie spodziewali się, że gdy oddział z Tert dotrze do miejsca gdzie osiadł Edyr wraz ze swoimi poddanymi, będzie na niego czekać kilkunastotysięczna armia w szarych płaszczach, gotowa zabić każdego, kto stanie jej na drodze. Walka nie trwała długo, a Hringr wraz z garstką ocalałych musiał wycofać się do Tert. Król Durward przebywał wówczas w twierdzy na najwyższym szczycie Przedgórza – górze Eran. Gdy poranna mgła opadła, ujrzał wielką armię zmierzającą w stronę Atanis, dosiadł konia i wraz z kilkoma przybocznymi ruszył w dół góry do trzonu armii stacjonującej w dolinie. Przepuszczona zapewne przez władcę Atanis w zamian za oszczędzenie jego miasta, szara armia maszerowała w stronę Tert. Omijała tym sposobem Bramę czyli mur zbudowany między Górami Sowimi, a Górami Mgieł, gdzie swoją armię zebrał Durward. Kilkadziesiąt lat wcześniej dziadek króla postanowił o wzniesieniu tych umocnień, które razem z mostem w Atanis chronić miały północ przed wrogami, przybywającymi ze Skalnej Krainy.

Gdy Durward dotarł pod Bramę, rozpoczął się wyścig z czasem o to kto pierwszy stanie pod murami Tert. Starcie na otwartym polu z szarą armią było zbyt ryzykowne, bez pomocy z innych miast atak mógł przerodzić się w wielką rzeź oddziałów młodego króla. Jedyną nadzieją był szybki powrót do Tert i obsadzenie murów miejskich. Armia dowodzona przez Ultha minęła już Bruzdę na Długich Polach i Durward obawiał się, że znaczna część jego armii poruszająca się pieszo nie zdąży na czas. Wysłał więc około dwóch tysięcy konnych, aby spowolnili wroga – ruch ten się powiódł kosztem ogromnych strat i jeszcze większego osłabienia obrony miasta. Durward ze swoimi oddziałami dotarł do celu po pięciu dniach, gdy słońce chyliło się ku zachodowi. Walka zaczęła się natomiast wraz z pierwszymi promieniami słońca, rozświetlającymi polanę przed murami Tert. Szara armia była tak liczna, że odwody musiały czekać na drodze prowadzącej do miasta, przez otaczający je las. Ulth dokładnie znał system obronny twierdzy co pozwoliło mu dobrze zaplanować atak. Z walk które trwały kilka dni, zachowało się niewiele zapisków, tylko opowiadania przekazywane przez wędrownych bajarzy. Miasto zostało mocno zniszczone, obrońcy zdziesiątkowani, wróg wdarł się głęboko za mury, a dzwon wzywający na pomoc z innych miast rozbrzmiał tłumiąc na jakiś czas odgłosy walki. Atak udało się jednak odeprzeć, mimo wciąż przeważającej siły wroga, który w poranek rozpoczynający dziewiąty dzień walk wycofał się i opuścił polane przed miastem.

Nie jest do końca pewne dlaczego Ulth zarządził odwrót swoich oddziałów. Bajarze wspominają w swoich opowiadaniach o tym, że z uwagi na przeciągające się oblężenie, dowódca szarej armii obawiał się ataku na jego tyły oddziałów z Atanis, Kern i Gren. Bijący dzwon, wzywał bowiem na pomoc do oblężonego miasta, a gdy wreszcie umilkł w oddali dało się słyszeć odpowiedzi dzwonów z Leśnej Krainy. Szara armia po zarządzonym odwrocie nie kierowała się już w stronę Atanis, lecz ruszyła w znacznie dłuższą drogę przez Góry Sowie i Góry Mgieł, gdzie na przeszkodzie stała jedynie nie obsadzona przez nikogo Brama. Król Durward z resztką obrońców ruszył następnego dnia w pogoń, a z Kern i Atanis przyłączyły się do niego oddziały zbrojnych i konnicy, które zmobilizowane wezwaniem króla, przygotowywały się do wymarszu w ciągu kilku godzin. Wróg przetoczył się przez Leśną Krainę i wykorzystując przewagę czasu, wzniósł na przejściu do Skalnej Krainy umocnienia, które miały pomóc w obronie i zatrzymać pogoń. Sam Ulth poległ jednak w trakcie odwrotu, gdy niewielki oddział z Gren wymaszerował na uciekających, atakując bez większego planu rozciągnięte szeregi szarej armii. Gdy siły Leśnej Krainy dotarły do wzniesionych niedawno umocnień, nie podjęto decyzji o ataku. Obawiano się zapewne tego, że zasilona odwodami szara armia stawi zacięty opór. Durward nakazał budowę wysokiego muru naprzeciw umocnień Skalnej Krainy i tak przed kolejną zimą powstał Biały Mur, naprzeciw którego stanął niebawem szary – wzmacniając wznoszone w pośpiechu umocnienia. Symbolizowały one podział jaki doprowadził do wojny i tym samym utrwaliły go w pamięci mieszkańców obu krain.

Każde z miast zachodu wyznaczyło obrońców, którzy dzień w dzień wypatrywali ruchu wojsk po drugiej stronie. Od czasów zakończenia wojny zdarzały się jedynie niewielkie ataki zabłąkanych lub ukrywających się w Leśnej Krainie krasnoludów czy kamiennych ludzi. Mijały tak miesiące, pory roku, lata i dziesięciolecia, a wspomnienie wojny powoli dogasało w pamięci. Mieszkańców Gren, Atanis czy górniczego Kern bardziej interesowała rywalizacja z pozostałymi miastami, niż to co dzieje się po drugiej stronie murów. Czas był natomiast łaskawy dla króla Durwarda i przeżył on wielu zbrojnych walczących wraz z nim, a nawet ich synów i wnuki. Od czasu wojny zaszył się jednak za wewnętrznymi murami Tetr, gdzie nie mieli wstępu mieszkańcy miasta. Gdy zmarł bezpotomnie, władza trafiła w ręce straży królewskiej, którą powołał kilka miesięcy po wojnie, żeby przekazywała jego rozkazy i zarządzenia na zewnątrz. Strażnicy byli powoływani spośród mieszkańców miasta, a prócz umiejętności walki kandydata liczył się też spryt i mądrość. Do dnia dzisiejszego rządzą oni w Tert, a większość z nich tak jak ostatni król ukrywa się za murami wewnętrznymi, które opuszczają tylko podczas większych świąt. Jedynie ten którego wybrali spośród siebie na swojego przywódce, opuszcza regularnie mury miejskie, pełniąc nijako rolę króla, a funkcja ta jest dożywotnia.

Od wojny minęło już 371 lat, a pozostałe miasta w krainie urosły w siłę. Nieopodal Bramy powstało też kolejne, nazwane Dunor od imienia dziadka króla Durwarda. Do Leśnej Krainy powrócił spokój, który sprawił, że mieszkańcy miast, stali się mniej czujni. Ulth wprawdzie zginął, jednak nie oznaczało to końca niebezpieczeństwa, bo pożaru nigdy nie ugaszono, tylko powoli tlił się w oddali.

Opowiadania o pierwszej wojnie i latach ją poprzedzających próbował spisać jeden z mieszkańców królewskiego miasta Tert – na imię było mu Renhar. Był kowalem i pracował w swojej kuźni bez wytchnienia przez większą część roku. Pozostały czas przeznaczał na podróże po Leśnej Krainie. Niemal całe swoje życie studiował historie jakie usłyszał w innych miastach i porównywał je ze sobą, doszukując się podobieństwa wydarzeń w nich opisywanych. Podczas swoich wypraw poszukiwał potwierdzenia choćby najdrobniejszych szczegółów tych historii. Życie Renhara ma jednak smutny i niewyjaśniony koniec, bo pewnego roku nie powrócił do domu.

Mieszkańcy Tert, którzy go znali, twierdzą, że został zabity przez Leśnych na północy – gdzie udał się w celu znalezienia potwierdzenia jednej z historii o samym królu Durwardzie. Pamiętający dzień, w którym wyruszył wspominają, że spakował ze sobą wiele notatek i udał się na północ. Nie pozostawił po sobie niczego co wskazywało by na to gdzie można go szukać, a nikogo nie ciągnęło aby wyruszyć jego śladami. Tego jak naprawdę potoczyły się jego losy nie wie nikt, zawsze wędrował sam, a swoich dokładnych planów nie zdradzał nikomu, nawet bliskim. Wszystko czego w swoim życiu się dowiedział i co odkrył odeszło wraz z nim. Odszyfrowanie tajemnic Leśnej Krainy było jego marzeniem, do którego dążył przez całe swoje życie. Zginął pewnie poszukując kolejnych wskazówek, ponieważ często w tych sprawach ryzykował nie zważając na niebezpieczeństwo czyhające za kolejnym zakrętem.

Należało by teraz opowiedzieć Wam kim byli Leśni i dlaczego najprawdopodobniej zabili Renhara. Poznano ich głównie dzięki naszemu podróżnikowi, ponieważ podczas swego życia odkrył wiele dotyczących ich zapisków i nieraz uciekał przed nimi. Gdy po kolejnych wyprawach wracał do Tert, mieszkańcy długimi wieczorami potrafili się wsłuchiwać w jego opowiadania, oparte na potwierdzonych faktach i legendach, z których przecież każda zawiera chociaż część prawdy. Aby go posłuchać wystarczyło wyczekać zachodu i przejść się ulicami miasta lub zajrzeć do karczmy Pod Starym Modrzewiem, gdzie przesiadywał w wolnej chwili. Odpalał wówczas swoją fajkę, wokół niego zbierał się tłum mieszkańców, a on zaczynał opowiadać.

Przed wiekami z Tert wyruszyła kilkuset osobowa grupa, której celem było odnalezienie nowego miejsca do życia na północy Leśnej Krainy. Na czele wyprawy stanął Nord, a powodem jej rozpoczęcia było przeludnienie miasta i chęć przeżycia przygody przez ochotników. Pewnego poranka wartownicy stojący na murach Tert dostrzegli w oddali jeźdźca uciekającego przed trzema innymi. Na jego plecach powiewał zielono szary płaszcz zbrojnego z Tert, toteż wyjechali mu na przeciw aby przepędzić pościg. Na ów spotkanie wyruszył Bered – będący wówczas dowódcą obrony głównej bramy miejskiej wraz z kilkoma zbrojnymi. Gdy zbliżyli się do jeźdźca, pościg zawrócił, a oni dostrzegli, że uciekinier jest ciężko ranny i ledwo trzyma się w siodle. Jego koń nagle się zatrzymał, a on spadł z niego, nie dając choćby najmniejszych oznak życia.

Bered zeskoczył ze swojego konia i dobiegł do niego, zachowując jednak ostrożność. Jeździec nie miał złych zamiarów i po jego podniesieniu wyjawił swoje imię. Nert – bo tak się nazywał – był członkiem grupy osadników, która wyruszyła na północ. Twierdził, że przed kilkoma dniami, gdy słońce dopiero wychylało się zza horyzontu, zaatakowała ich duża grupa kamiennych ludzi. Nord widząc przewagę wroga nakazał odwrót do Północnego Lasu, aby ocalić jak najwięcej osób. Kamienni udali się jednak za nimi i Nert nie wie co dokładnie wydarzyło się w cieniu lasu. Sam trafiony dwukrotnie strzałą, zdołał wsiąść na konia i ruszyć do Tert po pomoc.

Panujący wówczas król chciał wysłać natychmiast około tysiąca jeźdźców, jednak Nert po opisaniu całego zajścia skonał nie wyjawiając dokładnego położenia obozowiska. Gdy po kilku kolejnych dniach grupa wysłana z Tert odnalazła wreszcie obóz rozbity nieopodal Ostatnich Wzgórz, nie było tam już nikogo, kto mógłbym opisać co wydarzyło po tym jak Nert odjechał. Wysłannicy króla weszli wówczas do lasu z nadzieją, że tam uda się znaleźć żyjących. Po dłuższej chwili napotkali ukrytą za przewróconym drzewem wycieńczoną i ranną kobietę. Opowiedziała im jak Nord i większość ocalałych uciekli w głąb lasu, a kamienni ludzie pobiegli za nimi. Chwilę później straciła ona przytomność, a cichnącym głosem wspominała krzyki dobiegające z głębi lasu.

Zbrojni z Tert, nim zapadł zmrok jeszcze wiele godzin przemierzali las nawołując ocalałych, ale nie dostali żadnej odpowiedzi. Jedyne co znajdowali, to ciała osadników i kamiennych ludzi, których było coraz mniej im głębiej w las się zapuszczali. Żaden z uciekinierów nigdy nie wrócił do miasta, a tego jak potoczyły się ich losy, możemy się tylko domyślać.

Król wielokrotnie wysyłał patrole, mające przeczesywać okolicę ostatniego obozowiska osadników, jednak z czasem Północny Las stał się miejscem, w którym ginęli wędrowcy. Ci którym udało się uciec, opowiadali, że byli atakowani przez ludzi noszących skórzane zbroje i mających na plecach zielone płaszcze. Nazwano ich Leśnymi, a atakowali jedynie tych, którzy przekroczyli granicę Północnego Lasu lub zbliżyli się zanadto do niej. Obecnie nikt nie zapuszcza się w tamte rejony, bo ryzyko jest zbyt duże, a poza tym nie ma tam czego szukać. Od czasu zaginięcia Renhara ciekawość jest kojarzona najczęściej ze śmiercią, a ludzie cenią swoje życie nade wszystko. Gdy tylko ktoś wspomni o chęci odkrycia tajemnic północy, natychmiast uciszają go słowami.

Gdy czyjaś noga postanie na cieniu jaki rzucają północne drzewa lub gdy ktokolwiek zakłóci ciszę jaka panuje na północy po zmroku – jego pierś przeszyje długa włócznia.

Jedni uważają, że leśni to ocaleni z ataku mieszkańcy Tert, inni natomiast, że to właśnie kamienni ludzie, których zawalone sklepienie podziemnej jaskini uwięziło w Leśnej Krainie. Nikt nie wie jaka jest prawda, a to powoduje, że co chwila powstają kolejne opowiadania i legendy o tym, co kryje się w lasach na północy. Jedyny, który miał dowody potwierdzające jego historię najprawdopodobniej za bardzo zbliżył się do Północnego Lasu co doprowadziło do jego śmierci, a wraz z nim umarł cień szansy na odkrycie tajemnicy Leśnych.

Historia ta nie byłaby kompletna, gdyby ktoś nie spróbował wyruszyć na północ i odkryć tego, co się tam kryje. Był to syn Renhara, który gdy dorósł, postanowił rozwiązać tajemnicę, którą były dla niego ostatnie dni życia jego ojca.